Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 24

Rozdzia� 24



    W�a�nie przekr�ca�em si� na drugi bok pr�buj�c zasn��, kiedy zauwa�y�em, �e kolory na pulpicie sterowniczym zacz�y si� zmienia�. By� to pi��dziesi�ty pi�ty dzie� mojej podr�y, a dwudziesty si�dmy po obr�ceniu statku. Przez ca�y ten okres pulpit by� jaskrawo r�owy. Teraz tworzy�y si� na nim bia�e k��bki, kt�re rozrasta�y si� i zbija�y w kupki.
    Dolatywa�em na miejsce! Dociera�em do kresu podr�y - gdziekolwiek by to nie by�o.
    M�j malutki stateczek - �mierdz�ca, twarda, nudna trumienka, wewn�trz kt�rej m�wi�c sam do siebie, graj�c sam z sob� i maj�c absolutnie siebie do�� obija�em si� ju� prawie dwa miesi�ce - lecia� ju� znacznie poni�ej pr�dko�ci �wiat�a. Przechyli�em si�, by spojrze� na ekran, kt�ry znajdowa� si� teraz "na dole" poniewa� statek zwalnia�, ale nie zobaczy�em niczego atrakcyjnego. Owszem, by�a tam gwiazda. By�o nawet wiele gwiazd, w konfiguracjach, kt�re niczego mi nie przypomina�y; kilka r�nych odcieni niebieskiego od jasnego do wprost k�uj�cego w oczy. Widzia�em te� czerwon� gwiazd�, kt�ra wyr�nia�a si� raczej nat�eniem barwy ni� jasno�ci�. By� to w�ciekle rozogniony w�gielek, niewiele ja�niejszy ni� Mars ogl�dany z Ziemi, ale za to czerwie� mia� g��bsz�, brzydsz�.
    Spr�bowa�em wzbudzi� w sobie jakie� zainteresowanie.
    Nie przychodzi�o mi to �atwo. Po dw�ch miesi�cach odrzucania wszystkiego dooko�a, poniewa� by�o nudne albo stanowi�o zagro�enie, z trudem przyjmowa�em postaw� bardziej otwart�, entuzjastyczn�. W��czy�em skaner sferyczny i zacz��em rozgl�da� wok�, w miar� jak statek obraca� si� zgodnie z rytmem skanera, �cinaj�c obierzynki nieba, kt�re od razu pada�y ofiar� kamer i analizator�w.



RAPORT LOTU



    Pojazd 3-104. Wyprawa 031 D18. Za�oga N. Ahoya, C. Zacharczenko, L. Marks.
    Czas przelotu 119 dni 4 godziny. Pozycja nie zidentyfikowana. Najprawdopodobniej poza skupiskiem galaktyki, w chmurze py�owej. Identyfikacja zewn�trznych galaktyk w�tpliwa.
    Resume: "Skaner nie wykry� �lad�w planet, artefakt�w czy asteroidu, kt�ry nadawa�by si� do l�dowania. Najbli�sza gwiazda - ok. 1,7 lat �wietlnych. Cel lotu przypuszczalnie uleg� zniszczeniu. W drodze powrotnej nast�pi�a awaria systemu r�wnowagi biologicznej i Larry Marks poni�s� �mier�".




    I prawie natychmiast otrzyma�em mocny, wyra�ny i bliski sygna�. Pi��dziesi�t pi�� dni nudy i wycie�czenia w mgnieniu oka wywietrza�o mi z g�owy. By�o to co� bardzo du�ego, albo znajdowa�o si� bardzo blisko. Odechcia�o mi si� spa�. Kucn��em nad wizjerem opieraj�c si� na kolanach i d�oniach i wtedy zobaczy�em - kanciasty obiekt poruszaj�cy si� prosto w kierunku ekranu. Ca�y b�yszcza�. Czysty metal Heech�w! By�a to nieregularna bry�a o sp�aszczonych bokach, a z jednego z nich wyrasta�y zaokr�glone wybrzuszenia.
    W moich �y�ach zacz�a kr��y� adrenalina, a g�owa zaroi�a si� od wizji smakowitych k�sk�w. Przygl�da�em si� mu, a� znikn�� z oczu, po czym rzuci�em si� do analizator�w niecierpliwie oczekuj�c wynik�w. By�o to bez w�tpienia co� dobrego, pozostawa� tylko problem - jak dobrego. Mo�e wyj�tkowo dobrego! Mo�e ca�a Planeta Peggy mog�a by� moja - plus procenty rz�du milion�w dolar�w do ko�ca �ycia. A mo�e to tylko jaka� porzucona skorupa. Mo�e... - by�o to szalone marzenie, cho� ten kanciasty kszta�t co� takiego sugerowa� - mo�e jest to naprawd� du�y statek Heech�w, kt�ry b�dzie lata� tam, gdzie cz�owiek zechce, kt�ry zabierze tysi�ce ludzi i miliony ton �adunku. Marzenie to mog�o si� zi�ci�. A nawet gdyby nie, gdyby by�a to faktycznie porzucona skorupa, to potrzebowa�em tylko jednej jedynej rzeczy z jej wn�trza, niewielkiego pstryczka, jednego wichajstra, jednego pipka, kt�rego nikt nigdy jeszcze nie odkry�, a kt�ry m�g�by zosta� rozebrany na cz�ci, odtworzony i wykorzystany na Ziemi...
    Potkn��em si� i zdar�em sobie sk�r� z kostek d�oni o spiral�, kt�ra teraz rozb�yskiwa�a ciep�ym z�otym �wiat�em. Zliza�em krew i zda�em sobie spraw�, �e statek si� porusza.
    A nie powinien! Nie by� tak zaprogramowany. Mia� przecie� pozosta� na orbicie, kt�r� musia� odnale��, i na dodatek tak d�ugo, a� si� nie rozejrz� i nie podejm� odpowiedniej decyzji.
    Patrzy�em doko�a zupe�nie zmieszany i zagubiony. B�yszcz�ca p�yta tkwi�a nieporuszona po�rodku wizjera i nie zmienia�a po�o�enia, automatyczny skaner sferyczny wy��czy� si� sam. Z op�nieniem us�ysza�em odleg�y, g�o�ny ryk silnik�w l�downika. To one porusza�y statek, kt�ry kierowa� si� wprost na ten b�yszcz�cy obiekt.
    A nad siedzeniem pilota b�yska�o zielone �wiat�o.
    Co� by�o nie tak. Zielone �wiat�o zosta�o zainstalowane przez cz�owieka. Nie mia�o ono nic wsp�lnego z Heechami, by� to zwyczajny, tradycyjny obw�d radiowy, kt�ry informowa� mnie, �e kto� mnie wzywa. Ale kto? Kt� m�g�by znajdowa� si� w pobli�u mojego �wie�utkiego odkrycia?
    - Halo! - krzykn��em w��czywszy kciukiem nadajnik. Us�ysza�em odpowied�, kt�rej nie zrozumia�em, zdawa�o mi si�, �e ten kto� m�wi w jakim� obcym j�zyku, mo�e po chi�sku. By�a to jednak istota ludzka. - Po angielsku, do cholery! - wrzasn��em. - Co� ty za jeden!
    Nast�pi�a chwila milczenia. - A ty? - spyta� inny g�os.
    - Nazywam si� Bob Broadhead - warkn��em.
    - Broadhead? - Us�ysza�em zdziwione szepty. Po chwili odezwa�a si� znowu osoba m�wi�ca po angielsku. - Nie mamy w rejestrze poszukiwacza o takim nazwisku. Czy jeste� z Afrodyty?
    - A co to jest?
    - O Bo�e! Kto� ty taki? Tu m�wi kontrola lot�w Gateway-2. Nie mamy czasu si� z tym pieprzy�. Podaj swoj� identyfikacj�. Gateway-2!
    Wy��czy�em radio i odchyli�em si� na oparcie przygl�daj�c si�, jak p�yta staje si� coraz wi�ksza, a jednocze�nie ignoruj�c zielone �wiate�ko. Gateway-2! To ci dopiero! Gdybym chcia� tu dolecie�, zg�osi�bym si� na regularny lot zgadzaj�c si� w ten spos�b na dzielenie si� wszystkim, co znajd�. Polecia�bym bezpiecznie, jak turysta, tras� sprawdzon� ju� setki razy. Ale ja tego nie zrobi�em. Wybra�em lot, kt�rego nikt jeszcze nie wypr�bowa� i podj��em ryzyko. Jego ci�ar odczuwa�em dr�czony codziennym przera�eniem przez te potworne pi��dziesi�t pi�� dni.
    To nie by�o w porz�dku!
    Straci�em g�ow�. Rzuci�em si� w kierunku selektora kurs�w i przekr�ci�em ga�ki na chybi� trafi�.
    Nie mog�em si� pogodzi� z tak� kl�sk�. Nie by�em w stanie uzna�, �e niczego nie odkry�em. Nie by�em te� w stanie zaakceptowa� faktu, �e dokona�em czego� bardzo �atwego, za co nie dostan� ani grosza.
    Zrobi�em za to co� jeszcze gorszego. Na pulpicie b�ysn�o jaskrawo��te �wiat�o, po czym ca�y pulpit sczernia�.
    Umilk� cichutki pisk silnik�w �adownika.
    Wszystko zatrzyma�o si�. Statek zamar�. Urz�dzenia Heech�w przesta�y dzia�a�, wy��czy� si� nawet system ch�odzenia.
    Zanim Gateway-2 wys�a�a pojazd holowniczy, w temperaturze 75° zacz��em ju� majaczy� od udaru cieplnego.
    Gateway by�a gor�ca i wilgotna, na Gateway-2 by�o tak zimno, �e musia�em po�yczy� jak�� kurtk�, r�kawiczki i ciep�� bielizn�. Gateway �mierdzia�a potem i kana�ami. Dw�jka mia�a smak rdzewiej�cej stali. Gateway by�a jasna, ha�a�liwa i pe�na ludzi, na tej drugiej by�o prawie zupe�nie cicho, poniewa� przebywa�o tam zaledwie siedem os�b, nie licz�c mnie. Heechowie nie doko�czyli budowy Gateway-2. Niekt�re z tuneli urywa�y si� w litej skale, a w og�le by�o ich zaledwie kilkadziesi�t. Nie prowadzono tam jeszcze uprawy ro�lin, wi�c powietrze w ca�o�ci pochodzi�o z chemicznych procesor�w. Cz�stkowe ci�nienie O2 wynosi�o poni�ej 150 milibar�w, poza tym atmosfer� tworzy�a mieszanka azotowo-helowa, o ci�nieniu oko�o po�ow� mniejszym od ziemskiego. Dlatego te� g�os cz�owieka brzmia� bardzo wysoko, a ja przez pierwsze par� godzin nie mog�em z�apa� oddechu.
    Pot�ny, ciemny Japo�czyk z Marsa, Norio Ituno, pom�g� mi wydosta� si� z l�downika i os�oni� mnie przed niespodziewanym ch�odem. U�yczy� mi swego ��ka, napoi� i pozwoli� odpocz�� jak�� godzink�. Zdrzemn��em si�, a kiedy si� obudzi�em, siedzia� obok przygl�daj�c mi si� z rozbawieniem i szacunkiem. Szacunek przeznaczony by� dla osoby, kt�rej uda�o si� skasowa� statek wart pi��set milion�w. Rozbawienie - dla idioty, kt�ry to zrobi�.
    - Chyba b�d� jakie� k�opoty - zauwa�y�em.
    - Obawiam si�, �e tak - przyzna�. - Statek jest kompletnie unieruchomiony. Nigdy w �yciu nie widzia�em czego� podobnego.
    - Nie przypuszcza�em, �e pojazd Heech�w mo�na tak uszkodzi�. Wzruszy� ramionami. - Dokona�e� czego� nowego, Broadhead. Jak si� czujesz? - W odpowiedzi na to usiad�em, a on skin�� g�ow�. - Mamy teraz



    Drogi redaktorze "G�osu Gateway"

   Czy jeste� rozs�dn� osob� o otwartym umy�le?
   Udowodnij to czytaj�c ten list do ko�ca i nie wypowiadaj�c swego zdania, dop�ki nie dowiesz si� o co chodzi. Na Gateway znajduje si� trzyna�cie zamieszkanych poziom�w. W ka�dym z trzynastu korytarzy (sam policz) znajduje si� trzyna�cie pomieszcze� mieszkalnych. Czy my�lisz, �e autor tego listu kieruje si� jedynie jedynie g�upim przes�dem? Sprawd� wi�c sam. Loty 83-20, 84-1, 84-10 (jaka liczba wychodzi po dodaniu tych cyfr?) uznano za zaginione na li�cie nr. 86-13. Korporacjo Gateway, zbud� si� wreszcie! Niech si� �miej� sceptycy i bigoci. Od tego, czy zaryzykujesz nara�eniesi� na niewielk� �mieszno��, zale�y ludzkie �ycie. Niewiele by kosztowa�o usuni�cie tych feralnych liczb z programu lot�w, potrzeba jednak na to odwagi.

   M. Gloyner (88-331)





    sporo roboty. B�d� musia� zostawi� ci� samego na par� godzin, je�li dasz sobie rad�. A p�niej zorganizujemy przyj�cia.
    - Przyj�cie! - By�a to chyba ostatnia rzecz, kt�rej m�g�bym si� spodziewa�. - Po co?
    - Niecz�sto nam si� trafia kto� taki jak ty - powiedzia� z podziwem i pozostawi� mnie samego z moimi my�lami.
    My�li te nie by�y najprzyjemniejsze, po chwili wi�c wsta�em z ��ka, w�o�y�em r�kawiczki, zapi��em kurtk� i poszed�em zwiedza�. Nie zaj�o mi to zbyt du�o czasu, nie by�o specjalnie co ogl�da�. S�ysza�em jakie� ha�asy z ni�szych poziom�w, ale w pustych korytarzach echo dziwnie si� odbija�o i nie natrafi�em na nikogo. Na Gateway-2 nie przyje�d�ali tury�ci, nie by�o tu zatem ani nocnego klubu, ani kasyna, nie znalaz�em te� �adnej restauracji... czy nawet toalety. Po chwili problem ten sta� si� bardzo pal�cy. Doszed�em do wniosku, �e Ituno powinien mie� co� takiego niedaleko pokoju, pr�bowa�em wi�c odnale�� drog� powrotn�, ale i to niewiele da�o. Wzd�u� korytarza by�o kilka kabin, lecz niewyko�czonych. Nikt tam nie mieszka�, wi�c nie zawracano sobie g�owy kanalizacj�.
    To chyba nie by� m�j najlepszy dzie�.
    Kiedy w ko�cu znalaz�em toalet�, przez dziesi�� minut g�owi�em si� nad jej dzia�aniem i pewnie z nieczystym sumieniem zostawi�bym j� brudn�, gdybym nie us�ysza� kogo� na zewn�trz. Sta�a tam niewysoka, t�usta kobieta.
    - Nie wiem, jak si� spuszcza wod� - zacz��em si� usprawiedliwia�. Zlustrowa�a mnie od st�p do g��w. - Jeste� Broadhead? - stwierdzi�a i doda�a: - Dlaczego nie polecisz na Afrodyt�?
    - A co to takiego? Nie, chwileczk�, wpierw powiedz mi, jak to dzia�a, a potem porozmawiamy o Afrodycie.
    Wskaza�a na guziczek przy drzwiach, my�la�em przedtem, �e to �wiat�o. Kiedy go dotkn��em, dno ca�kowicie jednolitej muszli rozb�ys�o i po dziesi�ciu sekundach by� w niej tylko popi�, a potem ju� zupe�nie nic.
    - Zaczekaj na mnie - rozkaza�a znikaj�c w �rodku. Kiedy wysz�a, powiedzia�a: - Na Afrodycie jest forsa. A forsa b�dzie ci potrzebna.
    Da�em si� jej wzi�� za r�k� i poci�gn�� za sob�. Zaczyna�em ju� rozumie�: Afrodyta by�a now� planet� odkryt� przez jeden ze statk�w Gateway-2 nieca�e czterdzie�ci dni temu. I by�a naprawd� du�a. - Oczywi�cie b�dziesz musia� p�aci� procenty - powiedzia�a. - Jak na razie, nie znaleziono niczego opr�cz zwyk�ych pozosta�o�ci po Heechach, ale s� tam jeszcze tysi�ce kilometr�w kwadratowych do przebadania, a pierwsi poszukiwacze


          Szukamy twych �lad�w w mg�awicach Oriona,
          Kopiemy twe nory wraz z psami Procjona,
          My z Baltimore, Buffalo, my z Bonn i Benares
          Grzebiemy w Algolu, Arkturze, Antares
          Pewnego dnia znajdziemy si�
          Ma�y zgubiony Heechu - szykuj si�!





    z Gateway nie dotr� tutaj jeszcze przez wiele miesi�cy. Pos�ali�my im wiadomo�� czterdzie�ci dni temu. Czy mia�e� kiedy� do czynienia z gor�c� planet�?
    - Z czym?
    - Czy kiedykolwiek - wyja�ni�a poci�gaj�c mnie w d� zlotni� - bada�e� planet�, kt�ra jest gor�ca?
    - Nie. A w og�le, nie mam w�a�ciwie �adnego do�wiadczenia, w ka�dym razie takiego, kt�re by si� liczy�o. Mia�em tylko jeden pusty lot. Nawet nie l�dowali�my.
    - Szkoda - odrzek�a. - Ale i tak nie trzeba si� wiele uczy�. Wiesz, jak jest na Wenus? Afrodyta jest po prostu troch� gorsza. Jej s�o�ce rozb�yska i nie nale�y da� si� wtedy zaskoczy� na otwartej przestrzeni. Na szcz�cie tunele Heech�w s� ca�kowicie pod powierzchni�. Je�li znajdziesz jeden z nich, jeste� bezpieczny.
    - A jakie s� na to szans�? - spyta�em.
    - Bo ja wiem - powiedzia�a zamy�lona, odci�gaj�c mnie od liny i prowadz�c wzd�u� korytarza. - Chyba niezbyt du�e. W czasie poszukiwa� jest si� przecie� ci�gle na otwartej przestrzeni. Na Wenus u�ywa si� opancerzonych aerolot�w, w kt�rych mo�na przemieszcza� si� bez trudu, no, powiedzmy prawie bez trudu - przyzna�a. - Nie jest to ju� takie niebezpieczne, ginie najwy�ej jeden procent poszukiwaczy.
    - A jaki jest procent strat na Afrodycie?
    - Znacznie wi�kszy... Tak, z pewno�ci�. Trzeba lata� w l�downiku, a nie jest on przecie� taki mobilny, zw�aszcza na planecie, kt�rej powierzchnia jest jak ciek�a siarka, a naj�agodniejsze wiatry s� huraganami.
    - Bardzo to atrakcyjne - powiedzia�em. - Wi�c dlaczego ci� tam jeszcze nie ma?
    Jestem pilotem zewn�trznym i wracam na Gateway za jakie� dziesi�� dni - gdy zbior� �adunek lub przyleci tu kto�, kto b�dzie chcia� wr�ci�.
    - Ja mog� wraca� natychmiast.
    - Psiakrew, Broadhead! Czy ty nie zdajesz sobie sprawy, w jakie popad�e� tarapaty? Przecie� z�ama�e� przepisy majstruj�c przy pulpicie kontrolnym. Ukarz� ci� dla przyk�adu.
    Zastanowi�em si� g��boko. - Dzi�ki, ale chyba zaryzykuj�.
    - Czy ty naprawd� nic nie rozumiesz? Na Afrodycie z pewno�ci� co� znajdziesz, a tak mo�esz odby� jeszcze ze sto wypraw i wr�cisz z pustymi r�koma.
    - Kochanie - odpowiedzia�em - za �adne skarby nie m�g�bym odby� stu wypraw, teraz ani zreszt� nigdy. Nie wiem nawet, czy zdob�d� si� na jedn�. Mam nadziej�, �e starczy mi odwagi na powr�t na Gateway. A co dalej, to nie wiem.
    Na Gateway-2 sp�dzi�em w sumie trzyna�cie dni. Hester Bergowiz, pilot zewn�trzny, ca�y czas usi�owa�a mnie nam�wi� na wypraw� na Afrodyt�, pewnie dlatego, �e nie chcia�a, bym zajmowa� w jej statku drogocenne miejsce przeznaczone na �adunek. Innym by�o to oboj�tne. My�leli pewnie, �e oszala�em. Dla Ituno, kt�ry nieoficjalnie by� odpowiedzialny za porz�dek na Dw�jce, stanowi�em jednak pewien problem. By�em nielegalnym przybyszem bez op�aconych koszt�w utrzymania i na dodatek w og�le bez grosza przy duszy. Mia� pe�ne prawo wyrzuci� mnie w Kosmos bez skafandra. Rozwi�za� t� spraw� wyznaczaj�c mi robot� przy �adowaniu ma�o wa�nego towaru do Pi�tki Hester. Sk�ada�y si� na� przewa�nie wachlarze modlitewne i pr�bki z Afrodyty. Praca ta zaj�a mi dwa dni. Potem mianowa� mnie g��wnym ch�opcem na posy�ki dla tr�jki m�czyzn, kt�rzy remontowali skafandry kolejnej grupy badaczy Afrodyty. U�ywali palnik�w Heech�w, za pomoc� kt�rych zmi�kczali metal na tyle, by da�o si� nim pokry� skafandry. Mnie oczywi�cie nie pozwalano si� tego dotyka�. Trzeba a� dw�ch lat, �eby si� nauczy� precyzyjnej obs�ugi palnika. Pozwolono mi za to przynosi� skafandry i p�yty metalu Heech�w, przygotowywa� narz�dzia i kaw�... no i wypr�bowywa� szczelno�� gotowych skafandr�w w Kosmosie.
    Na szcz�cie wszystkie by�y szczelne.
    Dwunastego dnia z Gateway przyby�y dwie Pi�tki wy�adowane zapalonymi poszukiwaczami, kt�rzy przywie�li ca�kowicie nieodpowiedni sprz�t. Wiadomo�� o Afrodycie nie zd��y�a jeszcze dotrze� na Gateway, wi�c nowicjusze nie mieli poj�cia, jakie atrakcje na nich czekaj�. W�r�d nich znajdowa�a



OG�OSZENIA DROBNE



    SZEROKOLISTNIEC ZACIENIONY, r�cznie hodowany i zwijany. Skr�t 2 dol. 87-307.
    POSZUKIWANY Agosto T. Agnelli. Je�li znasz jego aktualne miejsce pobytu, skontaktuj si� z Interpolem przez S�u�b� Bezpiecze�stwa Korporacji. Nagroda.
    OPOWIADANIA I WIERSZE wydane w ksi��ce to najdoskonalszy spos�b przekazania potomnym swoich wspomnie�. Zaskakuj�co niska cena. Agent Wyd. 87-349.
    CZY JEST KTO� Z Pittsburga lub Paducah? T�skni� za domem. 88-226.




    si� m�oda dziewczyna na wyprawie naukowej, w swoim czasie uczennica profesora Hegrameta, kt�ra mia�a zrobi� badania antropometryczne Gateway-2. Norio Ituno, wykorzystuj�c swe stanowisko, skierowa� j� na Afrodyt� i zarz�dzi� wsp�lne przyj�cie powitalne i po�egnalne. Dziesi�ciu przybysz�w i ja jedenasty stanowili�my grup� liczniejsz� od gospodarzy, ale ci nasz� przewag� ilo�ciow� spokojnie nadrabiali tempem picia. W sumie by�o to bardzo udane przyj�cie. Okaza�o si�, �e jestem ju� s�awny. Nowo przybyli nie mogli si� nadziwi�, �e skasowa�em statek Heech�w i ci�gle jeszcze �yj�.
    Wyje�d�a�em wr�cz ze smutkiem, nie m�wi�c oczywi�cie o strachu. Ituno wla� spor� porcj� ry�owej whisky do mojej szklaneczki i zaproponowa� toast. - Bardzo �a�uj�, �e wyje�d�asz, Broadhead. Na pewno nie zmienisz zdania? W tej chwili mamy wi�cej opancerzonych statk�w i skafandr�w ni� poszukiwaczy, cho� trudno przewidzie�, ile to jeszcze potrwa. Je�li jednak zdecydowa�by� si� po powrocie...
    - Na pewno si� nie zdecyduj� - odrzek�em.
    - Banzai - powiedzia� i wypi�. - Czy nie znasz przypadkiem starszego faceta, kt�ry nazywa si� Bakin?
    - Shicky'ego? Jasne. To m�j s�siad.
    - Przeka� mu pozdrowienia ode mnie - poprosi� nalewaj�c na t� okazj�.
    - To wspania�y go��, cho� jest troch� do ciebie podobny. By�em z nim przy tym wypadku: przytrzasn�� si� w l�downiku, kiedy musieli�my odpali�. �mier� ju� zagl�da�a mu w oczy. Zanim dotransportowali�my go na Gateway, ca�y napuch� i �mierdzia� jak sto diab��w. Dwa dni p�niej musieli�my mu obci�� nogi. Zrobi�em to w�asnymi r�koma.
    - Rzeczywi�cie, wspania�y z niego facet - powiedzia�em z roztargnieniem ko�cz�c drinka i wyci�gaj�c szklaneczk� po jeszcze. - Ale dlaczego uwa�asz, �e jeste�my podobni?
    - Tak jak ty, nie potrafi podj�� decyzji. Ma dosy� forsy na Pe�ny Serwis, ale trudno mu si� zdecydowa� na wydanie jej. M�g�by przecie� mie� nogi i znowu wyruszy�. Ale gdyby mu si� nie powiod�o, nic by mu nie zosta�o. Wi�c tak to wszystko ci�gnie i nadal jest kalek�.
    Odstawi�em szklaneczk�. Nie mia�em ju� ochoty na wi�cej. - Cze��, Ituno. Id� spa� - powiedzia�em.
    Przez d�u�sz� cz�� drogi powrotnej pisa�em listy do Klary, cho� nie wiedzia�em, czyje kiedykolwiek wy�l�. Nie mia�em w zasadzie nic innego do roboty. Hester okaza�a si� zadziwiaj�co sprawna seksualnie jak na niewysok� pani� przy ko�ci i w �rednim wieku. Ale oczywi�cie jako rozrywka ma to swoje granice, a przy �adunku, kt�ry wype�nia� statek, brakowa�o miejsca na cokolwiek innego. Dni up�ywa�y podobnie - seks, pisanie, spanie... i rozmy�lania.
    Zastanawia�em si�, dlaczego Shicky Bakin chcia� pozosta� kalek� - a tym sposobem mog�em jako� stawi� czo�a my�li, �e i ja chcia�em nim by�.



Strona g��wna     Indeks